mamy to! udało się zebrać pieniądze dla Palermo!

9 marca

Wydaje mi się, że wspólnie wywalczyliśmy cud. Mały Palermo, którego życie tak bardzo doświadczyło zaraz po urodzeniu, jest już na tyle zdrowy, że może opuścić klinikę! Nie ma w tej chwili zagrożenia życia. Dalsze leczenie nadal jest konieczne, ale Palermo może wrócić do domu. Mówię, że to cud, bo już jedna z tych chorób wystarczy, żeby w kilka dni zabić dorosłego, silnego konia. Ale malutki Palermo to prawdziwy wojownik. Walka jeszcze nie jest zakończona, ale szala zwycięstwa jest już po jego stronie!

Rachunek w klinice na dzień dzisiejszy to ponad 13.000 złotych. Żeby zabrać Palermo do domu, pani Amelia musi rozliczyć się z kliniką. To ważne, bo każdy kolejny dzień pobytu w szpitalu to kolejne, duże koszty. Zliczając to wszystko, co dzięki Wam udało się zebrać zarówno tu, jak i na portalu zrzutka.pl, i to co uda się wpłacić samej pani Amelii, brakuje jeszcze 600 złotych, żeby rozliczyć się z kliniką.  Proszę Was o pomoc w zebraniu tej kwoty, żeby malutki Palermo mógł już dziś wieczorem być w domu. Marek Sotek

NA WPŁATĘ POZOSTAŁO:

Dni
Godziny
Minuty
Sekundy

Brakująca kwota:

Maleńki Palermo ma dopiero 14 dni. A z nich tylko jeden, pierwszy dzień życia był szczęśliwym, spokojnym dniem spędzonym przy boku mamy. Tego dnia Palermo uczył się wstawać na drżących nóżkach, pierwszy raz dotknął noskiem pachnącego siana, pierwszy raz poczuł smak ciepłego mleka… 

Drugiego dnia życia maleńki Palermo dostał kolki, czyli ciężkiego stanu zapalnego jelit. Od tego momentu toczy walkę, jaką przegrywa wiele dorosłych koni. Ale on – nasz mały, dzielny wojownik – nie poddał się. I zaczyna wygrywać z chorobą. 

A my musimy mu pomóc.

O pomoc w uratowaniu maleńkiego Palermo zwróciła się do nas pani Amelia. Oddaję jej głos:

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

 „Palermo urodził się w nocy z 10 na 11 lutego. Pierwsza doba była dokładnie taka, jaka powinna być. Maleńki delikatny źrebaczek, który próbował poznawać świat – dotykać nosem siana, uczyć się pierwszych kroków, zasypiać spokojnie przy mamie. Nie wiedziałam, że za kilkanaście godzin będę walczyć o to, żeby w ogóle przeżył.

 W nocy coś zaczęło się zmieniać. Palermo gasł. Słabł. Przestawał być tym wesołym maleństwem z pierwszego dnia. Od rana wydzwaniałam do weterynarzy błagając o przyjazd i pomoc.

Tak zaczęła się nasza walka. Przez cały tydzień robiliśmy wszystko w domu: USG, kroplówki, leki, dojazdy weterynarzy. W nocy co dwie godziny byłam przy nim, podnosiłam go, karmiłam. Sprawdzałam, czy spokojnie oddycha, czy wstaje, czy reaguje.

Na to leczenie, kiedy Palermo był w domu, wydałam już kilka tysięcy złotych.  Ale tych pieniędzy nie zbieram. Za to już zapłaciłam.  

Mimo że robiliśmy wszystko co w naszej mocy, choroba postępowała. W nocy z 19 na 20 lutego nie było już wyboru. Przelewający się przez ręce Palermo został pilnie przewieziony do Centrum Zdrowia Konia w Psucinie. Diagnoza była jak cios. Silne zapalenie jelit.

Badania wykazały bardzo wysoki stan zapalny w organizmie, zaburzone parametry wątrobowe i nerkowe. Pojawiło się również podejrzenie uszkodzenia mięśni. Ciało naszego źrebaczka było w stanie ciężkiej walki z czymś, z czym nie powinno mierzyć się tak wcześnie.

Lekarze natychmiast wdrożyli intensywne leczenie. Kroplówki. Leki przeciwzapalne. Całodobowe monitorowanie i czuwanie przy maluchu. 

Dziś mija piąta doba w klinice. I to właśnie dziś wydarzył się cud. Pobrano kolejną próbkę krwi. Złe wyniki spadły trzykrotnie! Parametry zaczęły zbliżać się do normy. Organizm odpowiedział na leczenie. Zapalenie jelit udało się opanować. To ogromny krok.

Teraz walczymy o mięśnie, które zostały porażone przez chorobę. Trzeba kontynuować terapię i wypłukać toksyny. Według najświeższych wyników mięśnie zaczęły się już regenerować.

I nie można teraz przerwać. 

Po jednej z rozmów telefonicznych usłyszałam od pani doktor coś, czego nigdy nie zapomnę: „On naprawdę chce żyć.”

Ale ta walka kosztuje. Każda doba w szpitalu to około 1000 zł. Na dziś rachunek w klinice to już prawie 5 000 zł. A Palermo potrzebuje minimum jeszcze trzech dób hospitalizacji. Może dłużej.

Nie zbieram pieniędzy na to leczenie, które było w domu. Nie zbieram tych kilku tysięcy, które już wydałam wcześniej. Zbieram tylko na to, co narasta – na kolejne dni w klinice. Na rosnący dług. Na szansę, której nie chcę mu odbierać przez pieniądze.

Palermo ma zaledwie kilkanaście dni życia. Nie zna jeszcze pastwiska, nie zna wiatru w grzywie. Powinien teraz uczyć się galopować przy swojej mamie. Zamiast tego uczy się walczyć z toksynami w organizmie.

On już wygrał jedną bitwę – stan zapalny spada, mięśnie zaczynają się regenerować. Nie chcę i nie mogę zatrzymać leczenia w momencie, kiedy wszystko zaczyna iść w dobrą stronę.

 Skoro mały Palermo tak bardzo chce żyć, nie pozwólmy, żeby przegrał przez pieniądze.”

 

Pani Amelia założyła zbiórkę na portalu Pomagam.pl, ale na razie uzbierał się tam drobny ułamek potrzebnej kwoty. Ale my możemy pomóc. Spróbujmy zebrać pieniądze na leczenie tego małego wojownika. Niech jego walka nie pójdzie na marne. Wpłaty można kierować do nas albo wpłacać bezpośrednio na portalu Pomagam.pl. LINK JEST TU. Bardzo na Was liczę. Marek Sotek

Przekaż darowiznę z hasłem PALERMO na konto:

MBANK: 84 1140 2004 0000 3302 8248 4626

PayPal: kontakt@razemdlazwierzat.pl

bLIK: 535 501 501 

Fundacja Razem Dla Zwierząt
Nowy Wilków 37A 05-155 Leoncin

NUMER KONTA DO WPŁAT W EUR
PL90 1140 2004 0000 3012 1800 7761
BIC BREXPLPWMBK

RATUJĘ PALERMO

wybierz kwotę

lub

Wyślij SMS o treści

PALERMO
NA NUMER 7420(KOSZT 4,92 PLN)
NA NUMER 7928(KOSZT 11,07 PLN)
NA NUMER 91920(KOSZT 23,37 PLN)
I KUP TAPETĘ